Dusze to przepiękne, majestatyczne Istoty dla których nasze ciała są ważne w doświadczaniu ziemskiego życia. Bez nich Dusze nie mogłaby doświadczać tego co jest konieczne dla ich rozwoju, ciała są Świątyniami naszych Dusz...

 

 ...Kosmoenergetyka to wielka odpowiedzialność. Dziękuję wszystkim, którzy towarzysząc mi w życiu, udzielają wspaniałych, choć czasem niełatwych czy trudnych lekcji. Trudnych, a jakże jednak rozwijających...

 

 

 

 

 

Malwina Prus-Zielińska 

 

ur. w 1982 roku na Kujawach

 

 

Terapeuta Kosmoenergetyki 

naukowo-praktycznej V stopnia

  

Kocha Dzieci i  Świetliste Energie. Pracuje z duchowymi światami .

 

Autorka książek dla dzieci. 

 

Korzystając z wielu metod rękodzielniczych tworzy Anioły i nie tylko, gra na cytrze i misach tybetańskich.

 

Słuchowisko dla dzieci, które czytają wspaniali artyści z poznańskiej szkoły podstawowej.

Prawie 3 godziny materiału podzielonego na rozdziały.

 

Czy Anioły istnieją? Jak je wezwać? Jak z nimi rozmawiać? 

 

Płyta do nabycia pod adresem mailowym :-)

 

Przytulanki Anielskie w sam raz na prezent z okazji urodzin czy innych świąt.

W całości szyte ręcznie z Miłością i najlepszymi życzeniami dla obdarowanego. Nie tylko Dzieci są nimi zachwycone!

 


Akcja "Empata dla świata"

 

 

Dzięki wspaniałym wolontariuszom z poznańskiej SP 70 oraz  ich rodzicom i nauczycielom, udało się przeprowadzić pierwszą odsłonę akcji. Zostało uszytych ponad 50 poduszek anielskich z autorskimi wizerunkami Aniołów namalowanymi przez dzieci!

Zostały one rozdane na trzech oddziałach Szpitala Klinicznego im. Karola Jonschera, aby dzieci poczuły opiekę Anielskich Istot i ciepło naszych serc...

 

 

 

Opowieść Rzeki

 

 

 

W powietrzu wybrzmiewały kwietniowe ptasie opowieści, wiatr szumiał w bezlistnych jeszcze gałęziach niebotycznych topól, a woda jeziora leciutko pluskała, kiedy nagle przede mną pojawiła się Istota. Była jakby z wody utkana, migotała w rytmie fal jeziora.

         - Jestem prądem wody, której się przyglądasz. Jestem pradawną mądrością Rzeki wciąż płynącej w wodach tego jeziora. Dawno, a dawno temu, przed wieloma wiekami, ludzie szanowali rzeki, jeziora i strumienie. Wiedzieli, że woda to krew tej planety. Wiedzieli, że żywa woda to Życie, ich życie. Szanowali mnie i dbali o mnie. A ja odwdzięczałam się im zdrowymi rybami i bujną roślinnością. Mieli pod dostatkiem uzdrawiających ziół, które rosły na moich brzegach. Wespół z duchami natury śpiewaliśmy im pieśni ukojenia, oczyszczenia, radości i ozdrowienia. Nawadniałam ich pola, by stały się żyzne, bawiłam się z ich dziećmi. 

Pokolenia jednak przemijały, a ludzie oddalali się stopniowo od naszego świata. Wybudowali betonowe tamy, które mocno ograniczyły moje siły. Próbowali sztucznie kontrolować mój bieg. Zaburzyli go. Przekopali dno i wepchnęli w mnie rury z gazem, postawili betonowy most... Długo się opierałam, ale nie mam już sił... Nie widzą nas, nie słyszą, nie rozumieją. Kiedy ktoś z nas, duchów natury, znalazł w sobie odwagę i próbował nawiązać z nimi kontakt, to jeśli go dostrzegli, używali tego okropnego wyrażenia: "przywidziało mi się". 

I ja próbowałam nawiązać kontakt z pewną dziewczynką. Przychodziła nad brzeg w tamtym gaiku obok pałacu. Siadała na maleńkim pomoście i pisała coś w swoim zeszycie. Albo słuchała plusku moich fal i wpatrywała się w taniec słonecznych promieni na ich grzbietach. Wyciągała też często twarzyczkę do słońca jak stokrotka. Mogła tak siedzieć godzinami, a ja śpiewałam jej nasze święte pieśni. Gdy przychodziła smutna albo zdenerwowana, moje pieśni dawały jej ukojenie. To trwało jakieś siedem lat. Wielokrotnie próbowałam z nią rozmawiać, ale mnie nie słyszała, chociaż mogła, bo miała Dar. Odbierała moje pieśni sercem, czuła je, ale jej ucho nie słyszało moich słów, a oczy nie dostrzegały mojej postaci, kiedy przy niej siadałam. Ta dziewczynka była wyjątkowa...to była ostatnia próba dialogu z ludźmi, jaką podjęłam. Wszyscy byliśmy z dnia na dzień coraz smutniejsi. A potem stopniowo zaczęły pojawiać się śmieci. Plastik, puszki, folia, szkło... ale najgorsze są te okropne ścieki. Trują nas, parzą, duszą. Nie możemy oddychać! Umiera wszystko co żywe... czy wiesz, że nie tylko wielkie zakłady zatruwają moją wodę? Także ludzie z okolicznych domów pozwalają by ścieki z krowich obór tutaj wpływały! Niektórzy z nas już odeszli, niewielu zostało... - zakończyła smutno.

- Ta dziewczynka... kim ona była? - zapytałam.

- Nie jest mi to wiadome. Zawsze przychodziła sama... aż w końcu przestała się pojawiać. Miała w sobie mądrość gwiazd, ale i dużo strachu.

- Co to znaczy, że miała w sobie mądrość gwiazd?

- Wokół jej głowy błyszczała biała energia przez co jej włosy wyglądały jakby były białe, choć w rzeczywistości miały kolor ziemi... były białe zupełnie tak jak twoje... - zamilkła na chwilę i przyglądała mi się z niedowierzaniem.

Kilka razy pokręciła niefizyczną głową o srebrno-modrych oczach. Czekałam.

- A więc wróciłaś? - szepnęła cichutko.

 

Wtedy po moich pliczkach potoczyły się łzy...

- Tak – zdołałam wyszeptać jeszcze ciszej niż ona – wróciłam... Wróciłam i chcę wam pomóc. Chce pomóc tobie. Musiałam wyjechać. Dopiero w wielkim, betonowym mieście poczułam czym jest Życie Przyrody, czym jest wasza energia. Doświadczyłam tego poprzez brak. Biały szum w mieście drażni zmysły i wypełnia nieustannym hałasem. Wasz, przyrodny, uspokaja i regeneruje.

- Twoje włosy są naprawdę białe...

- Tak, są białe...już odnalazłam w sobie mądrość gwiazd, jestem gotowa! By was kochać odważnie, jestem gotowa mówić o tej miłości. Jestem gotowa by wam pomóc i wesprzeć, by spróbować przywrócić szacunek całej Ziemi.

- Jak to zrobisz? - w jej głosie zabrzmiała nadzieja.

- Słowem i obrazem!

 

*

Moja rodzinna wieś, wznosi się na wysokim brzegu jeziora Pakoskiego. Tutaj przed wieloma wiekami rosły święte dębowe gaje. Ta ziemia czeka na docenienie, szacunek i miłość. Jeżeli wybierasz się na nad jezioro (albo gdziekolwiek indziej) i podjąłeś trud zabrania ze sobą pełnej butelki lub opakowania, zabierz ze sobą puste, to bez porównania dużo mniejszy trud, a zyskamy na tym wszyscy... śmiecąc skracasz sobie życie. Jeśli zabraknie czystej wody, zabraknie Życia.

 

*na zdjęciu postać żeńska to Duch Jeziora Pakoskiego, postać męska to Duch pobliskiego Jeziora Gopło - namalowani przez młodą artystkę

 

 

Uzdrawianie wody - sianie kryształów nad jeziorem pakoskim...

 

Jezioro Pakoskie jest przepięknym miejscem na moich rodzinnych Kujawach. Wychowałam się nad jego brzegiem. Woda, zanieczyszczana ściekami i stertami śmieci stawała się z dnia na dzień coraz bardziej martwa.

Stąd też poza akcją sprzątania brzegów, posialiśmy w wodzie w różnych odstępach czasu około 30 kamieni. m.in Kryształów górskich i różanych oraz ametystów.Kamienie te stały się nadajnikami Miłości oczyszczającymi wodę i umożliwiającymi tym samym powrót jej pierwotnej czystości i mocy.

 

Wychowałam się na wsi w otoczeniu przyrody i zwierząt, a potem wyjechałam "żyć" do wielkiego miasta. 

 

Około 5 lat temu, na początku mojej drogi jako Kosmoenergetki, stanął owczarek niemiecki. Spotykałam go często przechodząc obok ogrodzenia, gdzie mieszkał. Kojec, który zajmował, był niewielki i zanieczyszczony, a płot otaczający owo miejsce, wysoki i solidny. Pies szczekał na wszystkich, którzy przechodzili obok niego. 

 

Pewnego razu zatrzymał mnie właśnie swoim szczekaniem.  Przystanęłam przed nim i spojrzałam mu w oczy. Zawarczał ostrzegawczo. Stałam i patrzyłam nie odwracając wzroku , a potem powiedziałam władczym głosem: "do budy!" Po kilku minutach i powtórzonej kilkukrotnie komendzie, opuścił głowę nie przerywając kontaktu wzrokowego i wycofał się do swojego psiego domu, skąd wystawił głowę i warczał cicho. 

Zadowolona ruszyłam przed siebie, nawet mi do głowy nie przyszło, że to było nie fair. Była z siebie dumna! Zapanowałam nad wielkim psem. Jakoś nie zauważyłam, że pies był za wysokim płotem, więc moja "pozorna" siła nie wypływała z rzeczywistej konfrontacji. Czy byłabym taka odważna gdyby pomiędzy nami była wolna przestrzeń i stanęlibyśmy oko w oko bez dzielącego nas płotu?

Wielokrotnie w ciągu kilku dni przechodziłam potem obok jego ogrodzenia, a on widząc mnie smutno zwieszał głowę i warcząc wycofywał się do siebie. Czynił tak za każdym razem, niezmiennie, skoro tylko pojawiałam się w jego polu widzenia. 

 

Mniej więcej w tym samym czasie, podczas spacerów z dzieckiem, zauważyłam kolejnego psa. Mały, czarny, bezdomny i przeraźliwie smutny. Mieszkał w pobliżu bloku moich rodziców. Spał byle gdzie i jadł byle co. Najbardziej lubił wygrzewać się na słońcu. Sąsiadka nazwała go Krecikiem. Często widziałam jak ukradkiem przemykał ze smutno spuszczoną głową pomiędzy sąsiednimi domami.

Pewnego dnia, na moich oczach, któryś z sąsiadów brutalnie go przegonił. Spojrzałam na pieska, a wszystko we mnie aż zawrzało z powodu takiego traktowania. Wtedy jego smutne oczy dotarły do mojego serca. Pochyliłam się nad nim by go pogłaskać. Mocno obniżył łepek, bał się, niepewny czego od niego chcę. Pozwoliłam mu obwąchać moją wyciągniętą dłoń i otworzyłam jedyny w Kosmoenergetyce strumień dla roślin i zwierząt o nazwie Ługra. Odezwałam się do niego uspokajająco. I już po chwili głaskałam go w najlepsze, a ten Mały-Wielki Nauczyciel otwierał moje serce.

 

Topniałam widząc jak jego smutek ustępuje miejsca Radości. Kiedy biegłam po córkę, obok mojej nogi pomykał radosny psiak, jakże inny od tego smutnego stworzenia sprzed chwili.

Kolejne dni przyniosły cuda. Nasza Przyjaźń rozkwitała. Śpiąca w promieniach słońca mała czarna kulka zrywała się do stanu skaczącej radości, kiedy tylko nas zauważała.

 

I wtedy mnie olśniło. Otwarte serce skierowało mnie do owczarka. Na mój widok jak zwykle wycofał się do budy, wystawił głowę i warczał, nie spuszczając ze mnie wzroku. A moje serce na chwilę zamarło z przerażenia. Dopiero zrozumiałam jak go skrzywdziłam i niesprawiedliwie potraktowałam. Kucnęłam przy płocie i zaczęłam go przepraszać, prosząc aby mi wybaczył.  Poczułam łzy i płacząc wciąż mówiłam do niego. I wtedy naprawdę stał się cud. Przestał warczeć i po chwili wyszedł do mnie, podszedł do płotu, popatrzył mi w oczy i... przytulił głowę do siatki.  Ostrożnie, już z pokorą, pogłaskałam go i tak narodziła się kolejna Przyjaźń. Dziś Spike'a już nie ma na tym świecie, ale od tamtej chwili kiedy go przeprosiłam, obszczekiwał wszystkich, którzy się zbliżali do jego królestwa. Wszystkich poza mną. Kiedy wołałam do niego: "Spike, to ja", szczekanie zmieniało się w radosne popiskiwanie i wielki owczarek po odtańczeniu tańca radości, przytulał się  całym ciałem do płotu, abym mogła ogrzać go ciepłem swego dotyku i Ługrą oczywiście.

 

Ta historia ma swoje zakończenie rozciągnięte w czasie. Kiedy tylko Spike mi przebaczył, Krecik znalazł nowego właściciela i zniknął z mojego życia. Pojawił się, abym przyjęła naukę i to, co chciała mi przekazać moja Dusza.

 

Oba psy, wielki i mały, otworzyły moje serce. Ta zmiana musiała zajść we mnie i dopiero gdy serce otwarło się na oścież, mogłam dostrzec to co wcześniej było ukryte pod pozorem codzienności. I dopiero po całym tym procesie, który przeszłam, pojawił się w moim życiu trzeci pies. Czarosław, w skrócie zwany Czarem. Odnalazł nas w schronisku i tak wybuchła nasz Miłość, która trwa do dziś. A nasz nowy członek rodziny codziennie przekazuje nam swoje psie nauki...

 

Nie ma różnicy w odczuwaniu Miłości, każda Istota ją czuje. Miłość niesie Miłość. 

 



https://www.facebook.com/kosmoeneretykalilia

E-mail: liazdoliny@gmail.com