OPINIE I ODCZUCIA PACJENTÓW

Barbara z Kujaw

Miałam już kilka seansów kosmoenergetycznych z Malwiną. Najczęściej na odległość. Kiedy prosiłam Malwinę o seans, zwykle miałam kiepski nastrój, gorsze samopoczucie, byłam przytłoczona i zmęczona. Raz nawet odczuwałam duży lęk i kiedy seans się rozpoczął moje serce zostało uspokojone i poczułam się bezpiecznie. W czasie seansów czułam energię jak falowała w moim ciele, czułam ciepło w rękach, w nogach lub skupienie energii na brzuchu. Zawsze wiedziałam kiedy seans się skończył 🙂 Po seansie zawsze czułam się lekko, przestrzennie, a na drugi dzień od rana pojawiała się radość w sercu, taka sama z siebie, zadowolenie, chęć do działania i dobre lekkie samopoczucie.

 

Kamil z Poznania

"...Z Malwiną spotkałem się w najtrudniejszym i jak się później okazało najodpowiedniejszym momencie mojego życia. Teraz wiem, że to nie przypadek… Ale od początku.

Poznaliśmy się przy okazji organizacji Targów Ezoterycznych. Od samego początku nasz kontakt wydawał mi się bliższy niż się spodziewałem. Jak w sytuacji kiedy poznajesz nową osobę i czujesz, że już kiedyś spotkaliście się i dobrze wam się żyło. Tak samo było tutaj. Nie było między nami w ogóle bariery, jaką mają ludzie podczas pierwszego spotkania. Od Malwiny czuć było dobro…

Przez cały ten czas od momentu poznania mieliśmy ze sobą kontakt, co jakiś czas przypominaliśmy sobie o sobie. Aż do momentu, kiedy ja stanąłem na krawędzi… Przede mną roztaczała się wizja rozwodu, i to w jak najgorszym wydaniu. Groziło mi, że odebrane zostaną mi prawa spotykania się z dziećmi, myślałem o najgorszym. I wtedy z pomocą, całkiem nieoczekiwanie przyszła Malwina, która zadzwoniła i powiedziała, że powinniśmy się spotkać.

Oczywiście przystałem na tę propozycję, pamiętając o aurze dobra jaka roztaczała się wokół Malwiny. To dziwne, ponieważ mam 2 metry wzrostu a przy drobnej Malwinie czułem się bezpiecznie. Nie wiem jak to się stało, ale Ona nie pytając za wiele wiedziała co się u mnie działo. I to nie z opowieści innych ludzi, którzy mijali się z prawdą, tylko znała prawdę, która siedziała głęboko we mnie, w środku. I wiedziała jak mi pomóc…

Nie potrafię opisać tego co Malwina ze mną robiła ponieważ stałem na środku pomieszczenia z zamkniętymi oczami i czułem coś, czego nie da się opisać słowami. Jeśli ciało i otaczające problemy były ciężarem ciągnącym mnie do ziemi, to nagle, dzięki Malwinie poczułem się lekko i beztrosko. Czułem, że problemu, które w ostatnim czasie determinowały moją codzienność nagle nie istnieją i oto stoję przed całkiem nowym życiem, przed wielką nadzieją na coś wspaniałego. I czułem ogromne pragnienie że chcę tego spróbować!

Po pierwszym spotkaniu Malwina powiedziała, że mogę czuć się nieswojo, że mogę czuć się słabszy. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Wróciłem do domu i po raz pierwszy od długiego czasu spokojnie położyłem się spać, a rano po przebudzeniu czułem się spokojny i wypoczęty. I miałem ogromną chęć do życia i wiarę w to, że mogę zwyciężyć!!!

Nie mogłem doczekać się kolejnego spotkania, które oczywiście wymagało odstępu czasu. PO kilku dniach udało nam się znowu spotkać. I było jeszcze doskonalej! Czułem, że to co robi Malwina sprawia, że jestem szczęśliwszym człowiekiem i odzyskuję wiarę w siebie, w swoje wartości, że mogę znów być prawdziwym, dobrym człowiekiem. Że znam swoją wartość i nawet jeśli ktoś uważa inaczej, to wiem, że nie ma racji.

Z każdym kolejnym spotkaniem było jeszcze lepiej. Ciężko to opisywać, bo towarzyszyły temu tak skrajne emocje, które za każdym razem skutkowały poprawą ku lepszemu.

Sprawa rozwodowa potoczyła się zadziwiająco dobrze. Wierzę, że ogromny w tym udział Malwiny i tego, co dla mnie zrobiła. Gdyby nie nasze spotkania, nie wiem jak bym skończył, nie mając nadziei na lepsze jutro. A Malwina dała mi nadzieję, dała mi wiarę, że z Bożą pomocą i pomocą dobrych ludzi można osiągnąć cel o którym nawet się nie marzyło.

Myślę, że nie przypadkowo Malwina pojawiła się w moim życiu, właśnie w tym momencie. Mam nadzieję, że to nie koniec, że misja nie jest jeszcze wykonana i że nagle nie zniknie… Bo w życiu każdego człowieka jest jeszcze tak wiele dobrego do zrobienia…

Co mi dały spotkania z Malwiną? Wiarę w siebie, wiarę w to, że jest na świecie siła, do której można się zwrócić gdy wszystko inne zawiodło i na pewno otrzyma się pomoc. Wiarę w wartości, które każdy człowiek nosi w sobie, lecz chowa je pod wpływem otaczającego świata. Wiarę w osiąganie niemożliwego, w zdobywanie szczytów, które wydają się być poza naszymi możliwościami. Malwina pomogła mi być znowu sobą, takim sprzed kilku lat, którego sam lubiłem, którego wartościowi ludzie lubili, na którym można polegać. Malwina pomogła mi wrócić duchowo do najlepszych lat mojego życia i pozostać mam nadzieję w tym stanie do samego końca..."

 

 

 

Anna z Inowrocławia 

"...Szukałam kogoś , kto pomoże mi w moich problemach z kolanem , jestem osoba otwarta i zawsze chętnie spotykam się z ciekawymi osobami . Mieszkam blisko Inowrocławskich Solanek i właśnie w drodze na spacer zobaczyłam reklamę Malwiny.
Zadzwoniłam i umówiłam się. Spotkałam młodą , sympatyczną osobę, z która poczułam się bardzo dobrze już na pierwszym spotkaniu . 
Uczestniczyłam w seansach systematycznie i po każdym czułam się lepiej na duszy i ciele. 
Samo spotkanie napawało mnie radością i chęcią do życia . 
Malwina ma niesamowity dar przyciągania i przekazywania pozytywnej energii i do dziś mam na to dowody ! Kontaktujemy się telefonicznie , za każdym razem kiedy o Niej pomyśle, dzwoni do mnie . 
Bardzo wierzę, ze jej wiedza i profesjonalizm bardzo mi pomogły..."

·
Kinga  "...Moje osobiste refleksje po seansie:


Zanim opiszę co się ze mnę działo w trakcie seansu i po najpierw przedstawię mój stosunek do tego.
Na początku, to wszystko wydawało mi się tak magiczne, że aż niewiarygodne. Podchodziłam dość sceptycznie do seansu. Nie sądziłam, ze mi może w czymś pomóc, jakieś brednie, że coś zobaczę, poczuję, że coś się zmieni w moim życiu.... Zaszufladkowałam cały seans jeszcze zanim się on rozpoczął... oj, w jakim ja byłam błędzie.... Ale po kolei... :

Moja przyjaciółka przeszła inicjację i mogła już samodzielnie wykonywać seanse. Bardzo przeżywałam jej inicjację i cały okres szkolenia. Żyłam każdą chwilą, każdą jej opowieścią i jej doznaniami. Mimo iż sama miałam sceptyczne podejście do sprawy to z szacunku do niej chłonęłam wszystko co mówiła, co opowiadała i z czasem zaczęła kiełkować we mnie myśl aby do niej pojechać i zderzyć moje wyobrażenie o ezoteryce z jej wyobrażeniem... Jestem osobą bardzo zabieganą, nie mam czasu czasem dla rodziny, a i okres w jakim się znalazłam nie był odpowiedni: kłótnie z mężem, zła sytuacja w rodzinie, z rodzicami i braćmi, problemy w pracy i do tego chroniczny brak czasu. Nie wiem jak, ale nagle wszystko zaczęło się tak układać, że mogłam do niej pojechać ( dzieli nas ponad 300 km). Zbieg okoliczności sprawił, że przyjechałam do niej w dniu jej inicjacji i wieczorem mogła już rozpocząć ze mną swój pierwszy seans. Stanęłam w rozkroku, zamknęłam oczy i się zaczęło... Dźwięki gongów wprawiały moje ciało w wibracje. Malwina podeszła i przyłożyła ręce na wysokości moich piersi. Cały czas miałam zamknięte oczy. Wydawało mi się, że nagle jakby mnie pchnęła do przodu i moje ciało zaczęło się poruszać w przód i w tył. Miałam wrażenie, że to ona mną porusza. Straciłam rachubę czasu, przebiegały mi bieżące myśli: co ty robisz, to nic nie da, to jakaś parodia i ostatnia myśl: Kinga, skup się i daj sobie szansę. I wtedy mój umysł, myśli i ciało jakby się zjednoczyło. Muzyka dochodziła wprost do serca a następnie miałam wrażenie jakby przed oczami ukazywał mi się obraz: wojna, śmierć, tunel, ciemność, sen, ja biegająca wśród zwłok i zgliszczy, szukająca żywych... potem w dalszym ciągu poruszając się w przód i w tył jak wahadło pojawił się obraz jak tonęłam, światło, cofanie się z lat, kiedy byłam nastolatką do momentu narodzin, silny ból, który poczułam w piersi jak mnie próbowano przywrócić ze stanu śmierci klinicznej do świata żywych i ciepło, tak przyjemne, tak ciągnące do siebie - tego nie da się opisać słowami, bo takie słowa nie istnieją aby to wyrazić. A potem znów ciemność. I ostatni obraz, którego nigdy nie zapomnę i który wywarł na mnie największe wrażenie. Przed oczami pojawił mi się obraz łódki, którą steruje wiosłując stary i zmęczony mężczyzna, ubrany w łachmany i stary kapelusz. A w oddali drzewo, duże, stare, o mocnym i solidnym korzeniu o bujnej koronie i pełnych liściach. Czułam, że drzewo jest "mądre". Wiem, że to dziwnie zabrzmi ale tak czułam. Drzewo rosło na małej wysepce. Ja miałam wrażenie, ze stoję po drugiej stronie brzegu i że muszę zrobić wszystko aby dotrzeć do tego drzewa; to było takie pragnienie jak pragnie się powietrza aby oddychać. Starzec na łódce za daleko, ja nie umiem pływać i do tego wszystkiego ciemna noc. Drzewo, starzec, łódka i rzeka były szare, ciemne i takie bez życia, ale w sercu czułam, że to tylko złudzenie. Że to wszystko ożyje i nabierze kolorów jak tylko dotrę do tego drzewa. I w tym momencie jakby film nagle się urwał... znalazłam się na polu. Razem ze mną kilka kobiet. Wszystkie stare, ok. 80-90 lat, ubrane w czarne suknie z wiadrami przy boku, zbierałyśmy kartofle. Był dzień. Ja byłam staruszką i jako jedyna miałam dwa wiadra. Stara, zgarbiona wzięłam te dwa puste wiadra i poszłam do studni po wodę. Przy studni stał mężczyzna. Zaczęłam spuszczać wiadra do studni i nabierać wody. Oj jak było mi ciężko. Byłam zmęczona. Czułam, że ta staruszka to ja i nawet sama się siebie przestraszyłam. Stojąc z boku można było pomyśleć, że ta stara kobieta (którą byłam ja) przeszła bardzo wiele w swoim życiu, ze wypiła duży dzban goryczy i nie raz czuła sól w oczach. Napełniłam drugie wiadro. Mężczyzna obok studni coś mówił, ale nie pamiętam. Nabrał na czerpak wody z mojego wiadra i zaczął pić. Podziękował, za wodę i odszedł. Ja wzięłam wiadra w swoje ręce i zaczęłam iść przed siebie. Miałam wrażenie jakbym wyruszała w swoją ostatnią podróż do domu. Wiadra były ciężkie, bardzo ciężkie.

 

W tym momencie nagle poczułam fizyczny, przeszywający mnie mój ramion i przedramion, tak silny, ze oderwał moje myśli i jakbym znów była u mojej przyjaciółki. Nie przechodził też silny ból rąk tak. Był tak silny, że chciałam przerwać seans. Myśli mi krążyły, aby dać Malwinie sygnał, ze już koniec, że coś jest nie tak. Prze chwilę pomyślałam, ze może wpadnę w jakąś chorobę psychiczną... bo nie mogłam zrozumieć dlaczego tak bardzo czuję te dwa wiadra wody, to był fizyczny i realny ból, rzeczywisty. I znów stop klatka. I myśl: Kinga skup się zaczęłaś to dokończ... Przed oczami pojawił mi się znów obraz drzewa i starca na łódce ogarniętych w ciemności i pragnienie, że muszę tam dotrzeć. Wcześniej, zanim jeszcze nie widziałam tej staruszki, bałam się wejść do wody, bałam się, ze utonę, ze starzec jest za daleko, ze nie podpłynie, ze woda "pali". "Teraz" czując przeszywający ból w rękach, czując te dwa wiadra i stojąc nad brzegiem strach minął. Krzyknęłam na starca, podpłynął. Ja młoda (ale wciąż z bólem rąk) weszłam do łódki i ze spokojem w duszy płynęłam na wysepkę, do drzewa. Ciemna noc, a mimo to brak strachu, brak lęku, a wręcz przeciwnie szczęście. Zbliżając się do drzewa nagle zaczął się zmieniać krajobraz. Zaczęło wschodzić słońce, drzewo, tak bujne ale okryte wcześniej płaszczem nocy nagle zaczęło ukazywać swoje zielone liście, swoją bujną, "mądrą" i "tętniącą życiem" koronę drzew. Im bliżej wyspy tym moje serce było jaśniejsze, szczęśliwsze, spełnione. Dotarłam do celu. Uczucie, którego nie da się opisać: tak jakby wypełnić misję, na którą się czekało nie miesiące, nie lata a setki lat. Im bardziej i cieplej mi było tym zauważyłam, ze moje ciało robi coraz większe odchylenia w przód i w tył, ale cały czas czułam, że nie przechylę się tak mocno aby upaść, bo czułam siłę, która by na to nie pozwoliła. Kiedy byłam już u celu, przez mój kręgosłup przeszedł niesamowity dreszcz. Seans dobiegł końca. Było już chyba po północy, a ja nie mogłam zasnąć, gdyż cały czas czułam ból rąk. Ból utrzymywał się jeszcze przez tydzień, cały czas czułam te dwa wiadra wody, miałam problem z podniesieniem szklanki z herbatą. Ogólnie totalnie zmęczona wróciłam do domu. To co nastąpiło potem zaskoczyło mnie. Ja czułam się spokojna, bardziej opanowana, zaczęłam dbać o siebie. Relacje z mężem i rozmowy na temat rozwodu zniknęły. Poprawiły się relacje z szefem. Zaczęłam odnosić sukcesy w pracy. Ogarnęło mnie uczucie, że nieważne co mówią inni, ja jestem przekonana, że to co sobie założyłam na ten rok będzie spełnione. Że to będzie mój rok. Nabrałam takiej pewności siebie, jakiej dawno nie miałam. Ludzie, którzy "ciągnęli" mnie w dół w krótkim czasie odeszli. Życie stało się jasne i klarowne, od serca dochodzą mnie myśli i uczucia, że jestem na dobrej drodze, ze się przebudziłam, wróciłam i odnalazłem cel mojej wędrówki... Może zabrzmi to dziwnie, ale jakbym znalazła się na innym poziomie świadomości, wróciła do siebie, do domu.
Już nie mogę doczekać się kolejnego seansu i jestem wdzięczna mojej przyjaciółce, za to kim jest i jaka jest oraz wdzięczna losowi, ze postawił mi ją na mojej drodze.
Dziękuję Malwina :)..."

 

                                                                                          

 EWA

„...Na początku byłam trochę spięta, bo to było dla mnie coś nowego- nowe doświadczenie. Gdyby to "robiła" inna osoba niż Ty, było by mi trudniej, a tak dość szybo rozluźniłam się i poddałam "uczuciom" i odczuciom.
Pierwsza wizualizacja (tak myślę) była spowodowana muzyką ponieważ miałam wrażenie, że stoję w wodzie wśród tataraków i widzę kumkające żaby- uczucie, że stoję w wodzie (była ciepła) towarzyszyło mi prawie cały czas.
Druga wizja była zupełnie inna, poczułam się szczęśliwa jakby zakochana. W pięknym ogrodzie widziałam śliczną japonkę ubraną w tradycyjne kimono (było jasne w drobne zielone kwiatki, przepasana była czerwonym pasem), przechadzała się po ogrodzie ukrywając się przed słońcem pod białym papierowym parasolem.

Wiem że miała na imię Hatsuko. Wołałam ją, ale ona była za daleko- wydaje mi się że byłam mężczyzną w niej zakochanym.
Trzecia wizja: bardziej wiedziałam niż widziałam, że jestem rycerzem, co prawda widziałam krajobraz przez otwór w hełmie. Hełm miał otwór w kształcie litery T.
Krajobraz wydawał mi się pustynny - tak jakby mój rycerz był na wyprawie krzyżowej.
Wizja czwarta: byłam już kimś innym- nie potrafię określić kim, ale miałam wrażenie że kobietą i oto nagle w lewej dłoni ukazał mi się miecz, podniosłam go wyżej, żeby go obejrzeć i wtedy zadałam sobie pytanie "dlaczego mam ten miecz, po co?" po czym odrzuciłam go tak, jakby mnie miał oparzyć- w tym momencie wizja znikła
Wizja piąta: zrobiło mi się ciężko- ciężkie dłonie i stopy- ujrzałam na swoich nadgarstkach i kostkach szerokie kajdany z łańcuchami byłam niewolnikiem, ale nie potrafię określić czy byłam kobietą czy mężczyzną.
Widziałam również świetliste kręgi o kolorze soczystej żółci- pomarańczy, wpierw kręgi rozszerzały się jak kręgi na wodzie a później falowały jak meduza w wodzie.
Ostatnią wizje jaką zobaczyłam, była moja kotka która właśnie wróciła do domu po sześciotygodniowej eskapadzie. Zawołałam ją po imieniu "Psotka", a ona przyszła i jak to kot powąchała palce w wyciągniętej do niej ręki.
Podczas "seansu" czułam się jakbym spała, jakby to był sen, ale z tą różnicą że byłam pewna, że panuje nad tym co się dzieje,a nie jak we śnie że wszystko dzieje się samo, a ty jesteś tylko częścią. Wiem że podczas tego doświadczenia poruszałam się - bujałam się, stojąc w wodzie bawiłam się jej powierzchnią palcami gładziłam taflę wody. W wizji czwartej wiem ,że odrzuciłam miecz prawdziwym ruchem, był moment że moje ręce same podniosły się do przodu jakbym miała coś przyjąć- błogosławieństwo czy moc; od czasu do czasu czułam mrowienie w palcach tłumaczę to sobie tak- zła energia chciała ze mnie wyjść i skupiała się w palcach żebym mogła ją strzepnąć z palców.

 

Tuż po samym seansie czułam się zmęczona, obolała- tak jak mówiłaś- dlatego, że energia oczyszczała się i swobodnie przeze mnie przepływała. A gdy poszłam do pracy( około 2-3 godziny po seansie) nie mogłam opanować uśmiechu na twarzy, ciągle się uśmiechałam, czułam się tak świetnie że miałam wrażenie że ktoś może mnie zbesztać powiedzieć najbardziej przykre słowa a na mnie to nie zrobi żadnego wrażenia- zwykle takie sytuacje doprowadzają mnie do łez. Teraz na parę dni po seansie mam wrażenie większej harmonii w ognisku domowym. Dziewczynki jakby były bardziej spokojne, a mąż bardziej czulszy- częściej mnie przytula, mówi czułe słowa. A to naprawdę z jego strony wyczyn!...”

                                                                                             

                                                                                                            

  

 

Comments: 0

https://www.facebook.com/kosmoeneretykalilia

E-mail: wspierapeutka@wp.pl